UWAGA!

Przed Państwem kolejna pozytywna recenzja na tym blogu, okraszająca kolejną fantastyczną trylogię kolejnymi superlatywami i sporą kopą niekończących się zalet. Przygotujcie się więc, moi drodzy Czytelnicy, na brak składności, nieuzasadniony zachwyt, masę wykrzykników, myślników i pogrubionego tekstu; wyjmijcie również z portfela parę banknotów, gdyż prawdopodobnie zaraz po przeczytaniu tej opinii pobiegniecie do księgarni i z góry zapłacicie za całą trylogię, nawet nie patrząc na cenę. Moja udzielająca się ekscytacja i radość z pewnością spłynie także na Was, ale podczas lektury nie ustrzeżecie się momentów, gdy ukradkiem będziecie wyciągać kolejną chusteczkę z wymiętolonej paczki i otrzecie spływające po policzku łzy. Kilkukrotnie rzucicie książką o ścianę, stwierdzicie, że nie ma sensu dalej kontynuować przygody z nią, będziecie nieustannie powracać myślami do losów Sama i Grace, nawet kiedy sytuacji nie można nazwać sprzyjającą do rozpamiętywania historii fikcyjnych bohaterów. Zakochacie się w tej historii. W bohaterach, opowieści, scenerii, wilkach i wszystkim, co z nimi związane. Będziecie siedzieć po nocach, powtarzając niczym mantrę jeszcze tylko jeden rozdział, jedno zdanie, jedno słowo, aż w końcu dojdziecie do ostatniej kartki i stwierdzicie, że Wasze życie nie ma sensu. Maggie Stiefvater rozkocha Was w sobie i na samym końcu połamie Wasze serca na kawałki. Zaczaruje słowami i omami wizją dobrego zakończenia, by potem zmrozić krew w żyłach i zaprzeczyć wszystkim dotychczas stawianym obietnicom.
Ale... do konkluzji.
Grace to z pozoru normalna dziewczyna. Chodzi do publicznego liceum, zastanawia się nad wyborem college'u, ma najlepszą przyjaciółkę, a jej rodzice są zbyt zajęci pracą, by się nią zajmować… lecz posiada jedną, dosyć nietypową pasję. Fascynują ją wilki. Od chwili, gdy jeden z nich uratował ją przed niechybną śmiercią z rąk swych pobratymców, co dzień wychodzi na taras i wypatruje w mroku lasu śladów na to, że jej sekretny wybawiciel jednak istnieje. I rzeczywiście, tak jest. Każdego zimowego dnia żółte oczy wilka wpatrują się w nią, lecz zwierzę nie śmie podejść bliżej. Aż do chwili, kiedy okazuje się, że... ten wilk jest człowiekiem. A Grace chce zrobić wszystko, by odmienić jego życie na lepsze - choćby miała zaryzykować wszystko, co ma.
Ile razy wilkołaki były głównym tematem młodzieżowych powieści? Wiele. A ile razy te powieści okazały się tandetną kupą bzdur, nie niosących za sobą niczego oprócz ciągle powielanych schematów? Jeszcze więcej. Więc nie powinno Was zdziwić, jak sceptycznie podeszłam do kolejnej powieści w tym temacie, szczególnie, że ogrom recenzji określało ją jako dosyć przeciętne czytadło - proszę Was, co innego można wnieść do historii, w której tak naprawdę już wszystko zostało powiedziane? Ale zaczynając tę książkę, a nawet będąc w jej połowie, nie spodziewałam się, co czeka mnie na jej zwieńczeniu - jak fantastyczne zwroty szykuje dla mnie autorka, jak wstrząśnięta będę, gdy to wszystko się skończy. Maggie Stiefvater stworzyła opowieść doskonałą pod każdym względem, pełną wzlotów i upadków, ale też cenncyh życiowych wartości - przedstawiających bohaterów nieidealnych, lecz jednocześnie posiadających złote serce i duszę. Już dawno nie spotkałam się z tak urzekającą historią o poświęceniu, odnalezieniu drogi do siebie i trwaniu przy sobie, nieważne co się stanie. To była pierwsza powieść, w której brak rozterek, nieustannych rozstań i powrotów, zapłakanych dziewczynek i niesprawiedliwych czynów - tym razem przesłoniętych przez to, co w relacjach międzyludzkich najważniejsze. Sam, Grace i Isabel to perfekcyjnie nieperfekcyjni, jeśli mogę to tak ująć, bohaterowie - ideały przyjaźni, miłości, poświęcenia i dawaniu z siebie wszystkiego, jeśli chodzi o dobro drugiej osoby.
Polubiłam Grace. Była rozważna, choć nie podejmowała zawsze najlepszych decyzji, mądra, zabawna i odważna - myślę, że z dumą mogę uznać ją za jedną z lepszych książkowych bohaterek ostatnich miesięcy. Od samego początku wykazywała się inteligencją, choć czasami, jak każdy z nas, miewała pewne wątpliwości... ale właśnie to mi się w niej najbardziej podobało. Jej przyjaźń z Isabelle, choć zaczęta tak niefortunnie, chyba zasługuje na miano jednej z tych, które trwają mimo wszystko - jednej z tych, w których cisza jest równie ważna, jak szczera rozmowa czy wygłupy.
Chciałabym teraz podsumować moją złożoną relację z tą trylogią. Polecam ją każdemu, kto szuka w swoim życiu czegoś nowego, świeżego i niewątpliwie cudownego - oto historia właśnie dla Was.
Ocena - 10/10
Zdjęcia pochodzą ze strony www.lubimyczytac.pl
Ale... do konkluzji.
Grace to z pozoru normalna dziewczyna. Chodzi do publicznego liceum, zastanawia się nad wyborem college'u, ma najlepszą przyjaciółkę, a jej rodzice są zbyt zajęci pracą, by się nią zajmować… lecz posiada jedną, dosyć nietypową pasję. Fascynują ją wilki. Od chwili, gdy jeden z nich uratował ją przed niechybną śmiercią z rąk swych pobratymców, co dzień wychodzi na taras i wypatruje w mroku lasu śladów na to, że jej sekretny wybawiciel jednak istnieje. I rzeczywiście, tak jest. Każdego zimowego dnia żółte oczy wilka wpatrują się w nią, lecz zwierzę nie śmie podejść bliżej. Aż do chwili, kiedy okazuje się, że... ten wilk jest człowiekiem. A Grace chce zrobić wszystko, by odmienić jego życie na lepsze - choćby miała zaryzykować wszystko, co ma.
Ile razy wilkołaki były głównym tematem młodzieżowych powieści? Wiele. A ile razy te powieści okazały się tandetną kupą bzdur, nie niosących za sobą niczego oprócz ciągle powielanych schematów? Jeszcze więcej. Więc nie powinno Was zdziwić, jak sceptycznie podeszłam do kolejnej powieści w tym temacie, szczególnie, że ogrom recenzji określało ją jako dosyć przeciętne czytadło - proszę Was, co innego można wnieść do historii, w której tak naprawdę już wszystko zostało powiedziane? Ale zaczynając tę książkę, a nawet będąc w jej połowie, nie spodziewałam się, co czeka mnie na jej zwieńczeniu - jak fantastyczne zwroty szykuje dla mnie autorka, jak wstrząśnięta będę, gdy to wszystko się skończy. Maggie Stiefvater stworzyła opowieść doskonałą pod każdym względem, pełną wzlotów i upadków, ale też cenncyh życiowych wartości - przedstawiających bohaterów nieidealnych, lecz jednocześnie posiadających złote serce i duszę. Już dawno nie spotkałam się z tak urzekającą historią o poświęceniu, odnalezieniu drogi do siebie i trwaniu przy sobie, nieważne co się stanie. To była pierwsza powieść, w której brak rozterek, nieustannych rozstań i powrotów, zapłakanych dziewczynek i niesprawiedliwych czynów - tym razem przesłoniętych przez to, co w relacjach międzyludzkich najważniejsze. Sam, Grace i Isabel to perfekcyjnie nieperfekcyjni, jeśli mogę to tak ująć, bohaterowie - ideały przyjaźni, miłości, poświęcenia i dawaniu z siebie wszystkiego, jeśli chodzi o dobro drugiej osoby.
Polubiłam Grace. Była rozważna, choć nie podejmowała zawsze najlepszych decyzji, mądra, zabawna i odważna - myślę, że z dumą mogę uznać ją za jedną z lepszych książkowych bohaterek ostatnich miesięcy. Od samego początku wykazywała się inteligencją, choć czasami, jak każdy z nas, miewała pewne wątpliwości... ale właśnie to mi się w niej najbardziej podobało. Jej przyjaźń z Isabelle, choć zaczęta tak niefortunnie, chyba zasługuje na miano jednej z tych, które trwają mimo wszystko - jednej z tych, w których cisza jest równie ważna, jak szczera rozmowa czy wygłupy.
Chciałabym teraz podsumować moją złożoną relację z tą trylogią. Polecam ją każdemu, kto szuka w swoim życiu czegoś nowego, świeżego i niewątpliwie cudownego - oto historia właśnie dla Was.
Ocena - 10/10
Zdjęcia pochodzą ze strony www.lubimyczytac.pl
